Zaloguj
Reklama

Polskie dzieci bez próchnicy? Tylko jeśli zmienią nawyki

Autor/autorzy opracowania:

Kategorie ATC:


Polskie dzieci bez próchnicy? Tylko jeśli zmienią nawyki
Fot. ojoimages
(5)

Jak wynika z raportu Ministerstwa Zdrowia „Monitorowanie stanu zdrowia jamy ustnej populacji polskiej w latach 2010-2012” opublikowanego ostatnio przez resort – polskie 6-latki pod względem intensywności i występowania próchnicy są na szarym końcu rankingu. Sytuacja wygląda lepiej nawet w takich krajach jak: Uganda, Republika Południowej Afryki, czy Bośnia i Hercegowina. Najlepiej z kolei w zestawieniu wypada Dania i Francja.

Statystyki, że aż zęby bolą

O ile w RPA i Ugandzie, odpowiednio 60,3 proc. i 49,2 proc. 6-latków ma próchnicę i wynika to przeważnie z braku wystarczającej liczby dentystów, o tyle polskie statystyki dziwią. W naszym kraju bowiem w skali europejskiej mamy najwięcej stomatologów w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Jeden dentysta przypada średnio na ok. 2200 mieszkańców. – Próchnica to klasyczna choroba cywilizacyjna i to jak z nią sobie poradzimy zależy od wielu czynników. To, że w naszym kraju jest wielu dentystów nie musi się przedkładać na zdrowie zębów. Niestety większość z nas zdaje się zupełnie zapominać o profilaktyce, nie mówiąc już nawet o regularnym dbaniu o higienę zębów i ograniczaniu spożycia pokarmów zawierających cukier, który przecież dla zębów jest zabójczy – mówi lek. stom. Bartosz Nowak z Centrum Implantologii i Stomatologii Estetycznej PRODENTA w Gliwicach. Warto o tym przypominać, a okazja ku temu jest 12 września, kiedy to przypada Światowy Dzień Higieny Jamy Ustnej.

Jaka służba zdrowia takie zęby

Jak donosi wspomniany wyżej raport, fakt iż polski 6-latek ma ponad 5 zębów zaatakowanych przez próchnicę, a zaledwie 1 z nich jest wyleczony dowodzi niskiej skuteczności systemu opieki zdrowotnej. To stawia nas w jednym szeregu z Białorusią, Litwą, Łotwą i Ukrainą. – W naszym kraju brakuje programów profilaktycznych z zakresu stomatologii. Swego czasu w szkołach i przedszkolach funkcjonowały gabinety stomatologiczne, a lekarze regularnie sprawdzali zęby uczniów, a także wykonywali takie zabiegi jak fluoryzacja, które bardzo skutecznie chronią przed próchnicą. Obecnie po szkolnych gabinetach nie ma śladu, koszyk świadczeń stomatologicznych refundowanych z NFZ-etu jest mocno ograniczony i nie zaspokaja wszystkich potrzeb pacjentów. W efekcie tego Polacy coraz częściej ratunku dla swoich zębów szukają w prywatnym gabinecie – wylicza dr Nowak.

Główny winowajca to złe nawyki

Ale nie tylko w systemie opieki zdrowotnej należy szukać przyczyn takiego fatalnego stanu zdrowia polskich zębów. Największą rolę odgrywa styl życia. Jak szacują eksperci w raporcie Ministerstwa Zdrowia – wzorce zachowań związane z higieną jamy ustnej determinują występowanie próchnicy i innych chorób jamy ustnej aż w połowie przypadków, kolejne 30 proc. tkwi w uwarunkowaniach środowiskowych, takich jak chociażby sytuacja ekonomiczna, czy poziom społecznej świadomości dotyczącej leczenia zębów. – Wiele osób twierdzi, że mleczaków nie trzeba leczyć skoro wypadną, a tymczasem próchnica w zębach mlecznych może spowodować nawet uszkodzenie zawiązków zębów stałych. Niestety dziecko samo się nie zaprowadzi do dentysty, a rodzice bagatelizują ten problem. Nie dopilnowują swoich pociech, by te regularnie szczotkowały zęby, nie pokazują im jak to mają robić, zresztą sami nie wiedzą jak właściwie czyścić zęby. Prawidłowo robi to jedynie co piąty dorosły. Wielu dorosłych nie ma nawet szczoteczki do zębów. Dzieci dostają także za dużo słodyczy, piją słodkie, gazowane napoje, podjadają między posiłkami. To wszystko nie pozostaje bez konsekwencji dla zdrowia jamy ustnej – alarmuje stomatolog. Inna kwestia dotyczy tego, że dorośli nie przyprowadzają dzieci do dentysty na regularne kontrole i leczenie, bo… sami się boją. Tym samym, przenoszą własny strach na pociechę i tak wyrasta kolejne pokolenie, które omija gabinet szerokim łukiem. Jedynie zmiana nawyków i większa dbałość o higienę może zmniejszyć odsetek dzieci dotkniętych próchnicą.

Gdzie szukać rozwiązania?

Jednorazowe akcje prozdrowotne, chociaż też są potrzebne, to jednak nie zapewnią trwałych rezultatów. – Potrzeba właściwie takiej pracy u podstaw. Trzeba edukować od najmłodszych lat, podkreślać jak ważna jest higiena jamy ustnej i to jak duży mamy wpływ na zdrowie swojej jamy ustnej. Warto też skupić się na zmienianiu stereotypów związanych z leczeniem stomatologicznym. Obecnie zabiegi są w pełni bezbolesne i o wiele bardziej skuteczne niż 10 czy 20 lat temu, technika poszła przecież do przodu. Ważne jest także oswajanie z gabinetem od najmłodszych lat. Dziecku dentysta powinien się kojarzyć z fajną przygodą, zabawą, a nie z panem, do którego chodzi się dopiero wtedy, gdy boli ząbek. Dlatego też w naszym gabinecie cyklicznie dla dzieci z gliwickich przedszkoli organizujemy wizyty adaptacyjne. Maluchy mają okazję zobaczyć jak wygląda fotel, lekarz, wszystkie urządzenia, a rodzicom przekazujemy materiały edukacyjne. Niestety jeśli Jaś zacznie bać się dentysty to dorosły Jan raczej tego strachu się nie pozbędzie łatwo – mówi stomatolog z Prodenty w Gliwicach.

(5)
Reklama
Komentarze