
Wytłumaczenie dziecku pojęcia śmierci na skutek ciężkiej choroby jest niezwykle trudnym i delikatnym problemem. Konieczne jest dostosowanie naszego postępowania do wieku dziecka. Artykuł opisuje sposób pojmowania śmierci przez dzieci w różnych grupach wiekowych oraz zalecane metody postępowania z dzieckiem stykającym się z poważną chorobą.
Ogromny lęk budzi w nich fakt, że ich ciało może zostać zniekształcone (dla niektórych wypadające po chemioterapii włosy są gorsze od bólu i fizycznych dolegliwości). Mając sympatię często nie chcą, by ich odwiedzała a czasem sami zrywają kontakty, chcąc by zapamiętała ich takimi, jakimi byli przed chorobą. Zrywają, ograniczają kontakty a potem strasznie cierpią z tego powodu, czują się po prostu niegodni tej drugiej osoby. Nastolatki – w przeciwieństwie do młodszych dzieci – wiedzą co tracą. Często wyrzucają sobie :”po co byłem taki pilny i nie chodziłem na wagary?”, „dlaczego nie przespałam się ze swoim chłopakiem?”
W tym czasie trzeba być bardzo czułym na potrzeby dziecka. Być przy nim gdy potrzebuje rodziców (obserwuje się, iż dzieci do okresu wczesnoszkolnego znacznie lepiej adoptują się w szpitalu, mają lepsze samopoczucie i łatwiej pogodzić im się z trudnościami związanymi z chorobą gdy są przy nich rodzice). Jeżeli rodzice odwiedzają dziecko to warto nauczyć go odczytywać z zegarka o której będą i dotrzymywać tego słowa (!).
Bardzo ważny jest fizyczny kontakt z chorym oraz zapewnianie, że jest kochany jak samo jak przedtem. Często konieczne jest odbarczenie dziecka z przekonania, że jest winny swojej chorobie. Dzieciom w wieku szkolnym – o ile to możliwe – bardzo dobrze jest zapewniać kontakt z rówieśnikami, organizować spotkania. Wiedząc co dzieje się w klasie ma ono poczucie uczestniczenia w jej życiu.
Rodziców nastolatków czekają często trudne przejścia w relacji z dzieckiem, gdyż to zazwyczaj na nich przelewa on swój bunt i gniew. Przekraczając granice złych zachowań chce uzyskać zapewnienie, że rodzice go nie zostawią. W tym celu wysyła też często do nich podwójne komunikaty np.: „wynoś się!”, tak naprawdę bojąc się, by go nie opuścili. Nastolatek wymaga zwykle planu leczenia (wraz z detalami), co daje mu swego rodzaju poczucie stabilności.
Nie ukryjemy przed dzieckiem, że jest poważnie chore czy umierające. Dlatego nie warto okłamywać go, iż już niedługo wyjdzie do domu, choć wiemy, ze jego intensywne leczenie szpitalne – jeżeli wszystko pójdzie dobrze – potrwa pół roku. Dziecko nie usłyszawszy, że ma raka od lekarza, rodziców czy psychologa, dowie się o tym od swoich rówieśników zazwyczaj w sposób mniej delikatny niż byśmy chcieli.
Pojęcie śmierci kształtuje się stopniowo w człowieku. Do 3 – 4 roku życia śmierć jest dla dziecka rozstaniem, ale nie na zawsze. Nie rozumie ono pojęcia „koniec”, cmentarz, grób nic mu nie mówią.
Między 3 a 6 rokiem życia dziecko ma różne wyobrażenia na temat śmierci. Chce wiedzieć co jest po śmierci, dużo pyta, chce rozmawiać na ten temat. Wciąż nadal jest to dla niego zjawisko odwracalne („umrzeć to tak, jakby zasnąć”, „to, to samo co żyć, ale gdzie indziej”).
Powyżej 6 roku życia zaczyna rozróżniać pomiędzy snem a śmiercią, odwołuje się do zwierząt, bajek.
W wieku około 10 lat dziecko zaczyna pojmować, ze śmierć jest nieodwracalna. Pojawia się wtedy często lęk przed ciemnością, który tak naprawdę jest lękiem przed śmiercią. Śmierć ma postać, jest personifikowana. Dziecko rozumie często w ten sposób: „ umierają chorzy i starzy, bo nie potrafią szybko biegać i uciec przed śmiercią”. Zaczyna bać się, iż ono też umrze. W tym wieku dziecko zaczyna zastanawiać się nad swoja śmiertelnością, bawi się w pogrzeb.
Dziecko zazwyczaj ma poczucie powagi swojej choroby i nadchodzącej śmierci, co potwierdzają słowa chorego na białaczkę 10 letniego chłopca z książki Erica – Emmanuela Schmitt „Oskar i róża” :
(...) - Ciociu Różo, dlaczego nikt mi nie mówi, że umrę?
Spogląda na mnie. Czy zachowa się tak jak wszyscy? Proszę cię, (...), wytrzymaj, nie zatykaj uszu!
- Czemu chcesz, żeby ci to mówiono, skoro sam wiesz, Oskarze!
Uff, usłyszała.
- Wydaje mi się, ciociu, że oni chcieliby widzieć ten szpital innym, niż naprawdę jest. Jakby człowiek przychodził do szpitala tylko po to, żeby wyzdrowieć. A przecież przychodzi się tutaj także po to, żeby umrzeć (...)”. (Schmitt, 2004)
Osoba świadoma powagi swojej choroby przeżywa zwykle pewne etapy oswajania się z tym problemem. Najpierw przychodzi zaprzeczanie i izolacja – człowiek a także starsze dziecko nie chcą uwierzyć w przekazaną im informację. Większość reaguje wtedy słowami: ”Nie, to nie ja, to nie może być prawda”.
Negacja jest przejściową forma obrony, po której chory zwykle doświadcza gniewu, wściekłości, rozżalenia. Padają zwykle pytania: „ Dlaczego Ja?, dlaczego nie ktoś schorowany, stary?”. Trzecim etapem jest targowanie się. „A jeżeli grzecznie poproszę, nie będę się już złościł?” Jeśli Bóg czy inna siła nie wróci zdrowia pojawia się zwykle depresja czyli ogromny, trudny do udźwignięcia smutek. I dopiero po nim, zwykle pojawia się pogodzenie się.
Jedne dzieci chcą by być z nimi w czasie ich odchodzenia, inne wolą być same (i często wtedy wybierają takie chwile gdy np. rodzice schodzą do kawiarni się czegoś napić). W tym jednym z najtrudniejszych momentów potrzebują wsparcia, bliskości, ciepła obojętnie ile mają lat. Dlatego tak ważne dla nich a trudne dla ich najbliższych jest nie rozpaczanie przy umierającym dziecku, które choć często wydaje się nieprzytomne, odbiera ten komunikat.
B I B L I O G R A F I A:
1.Kubler – Rose E.: Rozmowy o śmierci i umieraniu, Media Rodzina of Poznań
2. Schmitt Eric – Emmanuel: Oskar i Pani Róża, Wydawnictwo Znak, Kraków 2004, str. 13
Znaczna część informacji została zaczerpnięta ze szkolenia organizowanego przez Instytut Ericsonowski prowadzonego przez pani doktor Marię Rogiewicz – Praca z pacjentem z chorobą nowotworową (Katowice, listopad / grudzień 2003).
Choroby i zgony zwykle nie „patrzą” na wiek osoby. Nowotwory dotykają dorosłych, ale również i dzieci – te najmłodsze, w wieku przedszkolnym, szkolnym, nastolatki. W każdym etapie życia dziecka sposób pojmowania choroby jest inny.
W wieku 2–6 lat występuje myślenie prelogiczne. Dziecko upatruje przyczyny choroby na zewnątrz (pogoda, słońce, wiatr lub po prostu nie wiadomo jak to się dzieje). Czasem też stwierdza, że ktoś je zaraził (człowiek lub przedmiot). W okresie tym dla dziecka najważniejsze jest, żeby nie bolało. Nie interesuje go jak nazywa się choroba. Bardzo pragnie by wtedy byli przy nim rodzice (gdy ich nie ma może pojawić się lęk separacyjny). Często zdarza się w tym okresie, że dzieci się regresują (np. moczą się w nocy pomimo, że wcześniej już opanowali trening czystości).
Dzieci 7-10 letnie cechuje myślenie konkretno – logiczne. Tłumaczą chorobę poprzez skażenie (kontakt z osobą chorą, dotyk, pocałunek) lub czynniki zewnętrzne (choroba zlokalizowana wewnątrz, ale przyczyny na zewnątrz np. przez połknięcie). Pojawiające się w tym okresie myślenie magiczne sprawia, że dziecko ma poczucie, iż choruje za karę a zatem aby wyzdrowieć musi wygrzecznieć. Przeżywa wtedy często związany z tym lęk, bunt i upór, co objawia się zwykle atakami złości i płaczem. Chce rozmawiać o swojej chorobie, żeby mu pozwolono wyrażać to, co czuje. Bardzo ważne dla niego jest by choroba jak najmniej przeszkadzała mu w obowiązkach (szkoła) i kontaktach z rówieśnikami.
Od 11 roku życia dziecko wyjaśnia swoją chorobę przez czynniki fizjologiczne i psychofizjologiczne (może na przykład tłumaczyć, że jest chore przez wirusy, które dostają się do krwiobiegu).
Szczególnie trudno jest zaakceptować poważną chorobę nastolatkom. Tak bardzo ważna dla nich w tym okresie niezależność nie może być realizowana. Z jednej strony potrzebują one rodziców a z drugiej chcą być same – co stwarza ogromny konflikt w nich samych. Jeżeli jednak mają ogromna potrzebę kontaktu, to często nie chcą się do tego przyznać.
Ogromny lęk budzi w nich fakt, że ich ciało może zostać zniekształcone (dla niektórych wypadające po chemioterapii włosy są gorsze od bólu i fizycznych dolegliwości). Mając sympatię często nie chcą, by ich odwiedzała a czasem sami zrywają kontakty, chcąc by zapamiętała ich takimi, jakimi byli przed chorobą. Zrywają, ograniczają kontakty a potem strasznie cierpią z tego powodu, czują się po prostu niegodni tej drugiej osoby. Nastolatki – w przeciwieństwie do młodszych dzieci – wiedzą co tracą. Często wyrzucają sobie :”po co byłem taki pilny i nie chodziłem na wagary?”, „dlaczego nie przespałam się ze swoim chłopakiem?”
W tym czasie trzeba być bardzo czułym na potrzeby dziecka. Być przy nim gdy potrzebuje rodziców (obserwuje się, iż dzieci do okresu wczesnoszkolnego znacznie lepiej adoptują się w szpitalu, mają lepsze samopoczucie i łatwiej pogodzić im się z trudnościami związanymi z chorobą gdy są przy nich rodzice). Jeżeli rodzice odwiedzają dziecko to warto nauczyć go odczytywać z zegarka o której będą i dotrzymywać tego słowa (!).
Bardzo ważny jest fizyczny kontakt z chorym oraz zapewnianie, że jest kochany jak samo jak przedtem. Często konieczne jest odbarczenie dziecka z przekonania, że jest winny swojej chorobie. Dzieciom w wieku szkolnym – o ile to możliwe – bardzo dobrze jest zapewniać kontakt z rówieśnikami, organizować spotkania. Wiedząc co dzieje się w klasie ma ono poczucie uczestniczenia w jej życiu.
Rodziców nastolatków czekają często trudne przejścia w relacji z dzieckiem, gdyż to zazwyczaj na nich przelewa on swój bunt i gniew. Przekraczając granice złych zachowań chce uzyskać zapewnienie, że rodzice go nie zostawią. W tym celu wysyła też często do nich podwójne komunikaty np.: „wynoś się!”, tak naprawdę bojąc się, by go nie opuścili. Nastolatek wymaga zwykle planu leczenia (wraz z detalami), co daje mu swego rodzaju poczucie stabilności.
Nie ukryjemy przed dzieckiem, że jest poważnie chore czy umierające. Dlatego nie warto okłamywać go, iż już niedługo wyjdzie do domu, choć wiemy, ze jego intensywne leczenie szpitalne – jeżeli wszystko pójdzie dobrze – potrwa pół roku. Dziecko nie usłyszawszy, że ma raka od lekarza, rodziców czy psychologa, dowie się o tym od swoich rówieśników zazwyczaj w sposób mniej delikatny niż byśmy chcieli.
Pojęcie śmierci kształtuje się stopniowo w człowieku. Do 3 – 4 roku życia śmierć jest dla dziecka rozstaniem, ale nie na zawsze. Nie rozumie ono pojęcia „koniec”, cmentarz, grób nic mu nie mówią.
Między 3 a 6 rokiem życia dziecko ma różne wyobrażenia na temat śmierci. Chce wiedzieć co jest po śmierci, dużo pyta, chce rozmawiać na ten temat. Wciąż nadal jest to dla niego zjawisko odwracalne („umrzeć to tak, jakby zasnąć”, „to, to samo co żyć, ale gdzie indziej”).
Powyżej 6 roku życia zaczyna rozróżniać pomiędzy snem a śmiercią, odwołuje się do zwierząt, bajek.
W wieku około 10 lat dziecko zaczyna pojmować, ze śmierć jest nieodwracalna. Pojawia się wtedy często lęk przed ciemnością, który tak naprawdę jest lękiem przed śmiercią. Śmierć ma postać, jest personifikowana. Dziecko rozumie często w ten sposób: „ umierają chorzy i starzy, bo nie potrafią szybko biegać i uciec przed śmiercią”. Zaczyna bać się, iż ono też umrze. W tym wieku dziecko zaczyna zastanawiać się nad swoja śmiertelnością, bawi się w pogrzeb.
Dziecko zazwyczaj ma poczucie powagi swojej choroby i nadchodzącej śmierci, co potwierdzają słowa chorego na białaczkę 10 letniego chłopca z książki Erica – Emmanuela Schmitt „Oskar i róża” :
(...) - Ciociu Różo, dlaczego nikt mi nie mówi, że umrę?
Spogląda na mnie. Czy zachowa się tak jak wszyscy? Proszę cię, (...), wytrzymaj, nie zatykaj uszu!
- Czemu chcesz, żeby ci to mówiono, skoro sam wiesz, Oskarze!
Uff, usłyszała.
- Wydaje mi się, ciociu, że oni chcieliby widzieć ten szpital innym, niż naprawdę jest. Jakby człowiek przychodził do szpitala tylko po to, żeby wyzdrowieć. A przecież przychodzi się tutaj także po to, żeby umrzeć (...)”. (Schmitt, 2004)
Osoba świadoma powagi swojej choroby przeżywa zwykle pewne etapy oswajania się z tym problemem. Najpierw przychodzi zaprzeczanie i izolacja – człowiek a także starsze dziecko nie chcą uwierzyć w przekazaną im informację. Większość reaguje wtedy słowami: ”Nie, to nie ja, to nie może być prawda”.
Negacja jest przejściową forma obrony, po której chory zwykle doświadcza gniewu, wściekłości, rozżalenia. Padają zwykle pytania: „ Dlaczego Ja?, dlaczego nie ktoś schorowany, stary?”. Trzecim etapem jest targowanie się. „A jeżeli grzecznie poproszę, nie będę się już złościł?” Jeśli Bóg czy inna siła nie wróci zdrowia pojawia się zwykle depresja czyli ogromny, trudny do udźwignięcia smutek. I dopiero po nim, zwykle pojawia się pogodzenie się.
Jedne dzieci chcą by być z nimi w czasie ich odchodzenia, inne wolą być same (i często wtedy wybierają takie chwile gdy np. rodzice schodzą do kawiarni się czegoś napić). W tym jednym z najtrudniejszych momentów potrzebują wsparcia, bliskości, ciepła obojętnie ile mają lat. Dlatego tak ważne dla nich a trudne dla ich najbliższych jest nie rozpaczanie przy umierającym dziecku, które choć często wydaje się nieprzytomne, odbiera ten komunikat.
B I B L I O G R A F I A:
1.Kubler – Rose E.: Rozmowy o śmierci i umieraniu, Media Rodzina of Poznań
2. Schmitt Eric – Emmanuel: Oskar i Pani Róża, Wydawnictwo Znak, Kraków 2004, str. 13
Znaczna część informacji została zaczerpnięta ze szkolenia organizowanego przez Instytut Ericsonowski prowadzonego przez pani doktor Marię Rogiewicz – Praca z pacjentem z chorobą nowotworową (Katowice, listopad / grudzień 2003).
Tagi: psychologia śmierć nowotwór
Dodaj swój komentarz